Work-life balance czy życie na balansie? Rodzina i praca nie muszą ze sobą walczyć

„Muszę znaleźć lepszy work-life balance”.

To zdanie stało się niemal symbolem współczesnego życia. Próbujemy dzielić czas pomiędzy pracę, dzieci, partnera, dom, odpoczynek, znajomych i własne zainteresowania. Kiedy którejś z tych sfer poświęcamy więcej uwagi, natychmiast pojawia się poczucie, że zaniedbujemy inną.

Tylko czy naprawdę da się osiągnąć idealną równowagę?

A może samo wyobrażenie życia jako wagi, na której po jednej stronie znajduje się praca, a po drugiej wszystko, co poza nią, prowadzi nas w ślepą uliczkę?

Takie pytania stały się punktem wyjścia drugiego panelu I Kongresu Blisko Rodziny – „Balans życiowy czy życie na balansie? O work-life balance”.

W dyskusji prowadzonej przez dr hab. Małgorzatę Gamian-Wilk uczestniczyli Ewa Bareła, Paweł Czabak oraz dr hab. Witold Starnawski.

Praca nie jest przeciwieństwem życia

Jedną z pułapek pojęcia work-life balance jest ukryte w nim założenie: tutaj mamy „work”, a tam „life”.

Jakby życie zaczynało się dopiero po wyjściu z biura.

Paweł Czabak, przedstawiając perspektywę przedsiębiorcy, zwracał uwagę, że praca może być czymś znacznie więcej niż koniecznością wykonywaną od poniedziałku do piątku.

Może rozwijać, dawać satysfakcję i poczucie spełnienia. Dobre środowisko pracy może być miejscem, w którym człowiek wykorzystuje swoje kompetencje, buduje relacje i tworzy coś wartościowego.

Nie oznacza to jednak, że powinniśmy pracować bez ograniczeń.

Wręcz przeciwnie. Czabak zwracał uwagę, że skoro sam nie jest w stanie pracować po kilkanaście godzin dziennie, trudno byłoby wymagać takiego wysiłku od pracowników.

To ważna perspektywa również dla pracodawców: środowisko przyjazne rodzinie nie powinno oznaczać wyłącznie dodatkowych benefitów. Zaczyna się od sposobu myślenia o człowieku, który pracuje.

Czy rodzinę i pracę można położyć na dwóch szalach?

Dr hab. Witold Starnawski zaproponował jeszcze inne spojrzenie.

Zwrócił uwagę, że zanim zaczniemy poszukiwać równowagi pomiędzy rodziną a pracą, powinniśmy dobrze zrozumieć, czym są obie te rzeczy.

Rodzina nie jest po prostu jedną z aktywności człowieka.

To przestrzeń, z której wychodzimy, w której dorastamy i w której tworzymy podstawowe relacje. Starnawski określał ją obrazowo jako „powietrze, którym oddychamy”.

Praca natomiast jest działaniem. Może być wartością i może służyć rozwojowi człowieka, ale jej wartość zależy również od tego, czemu służy.

Jeżeli więc potraktujemy rodzinę i pracę jak dwa identyczne ciężarki położone na szalach wagi, możemy już na początku źle zdefiniować problem.

Równowaga nie oznacza 50 na 50

Życie rodzinne zmienia się nieustannie.

Inaczej wygląda codzienność pary bez dzieci, inaczej rodziców niemowlęcia, inaczej rodziny z kilkorgiem dzieci w wieku szkolnym, a jeszcze inaczej wtedy, gdy dzieci zaczynają dorastać.

Dlatego work-life balance nie może oznaczać stałego podziału czasu.

Nie istnieje uniwersalna recepta: osiem godzin pracy, określona liczba godzin dla rodziny, godzina dla siebie i odpowiednia ilość snu.

Czasem rodzina potrzebuje nas bardziej. Innym razem większego zaangażowania wymaga praca.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy stan wyjątkowy staje się codziennością – kiedy praca permanentnie zajmuje przestrzeń przeznaczoną na relacje, odpoczynek i rodzinę albo kiedy człowiek przez długi czas nie ma możliwości realizowania żadnej ze swoich potrzeb poza obowiązkami.

Dlatego bardziej niż matematycznej równowagi potrzebujemy świadomie ustalonych priorytetów i granic.

Rodzic nie przestaje być rodzicem po wejściu do pracy

Dyskusja podczas Kongresu prowadziła również do pytania o rolę pracodawców.

Pracownik nie zostawia przecież swojego życia przy wejściu do firmy. Nadal jest rodzicem, małżonkiem czy partnerem, czasami również opiekunem starszych członków rodziny.

Organizacja może tę rzeczywistość ignorować albo stworzyć warunki pozwalające łączyć różne role.

Nie chodzi przy tym o obniżanie wymagań wobec rodziców.

Chodzi o takie organizowanie pracy, aby odpowiedzialność zawodowa nie wymagała permanentnego rezygnowania z odpowiedzialności rodzinnej.

Elastyczność, przewidywalność czasu pracy, możliwość reagowania w sytuacjach rodzinnych czy kultura organizacyjna, w której wyjście po dziecko nie jest traktowane jak brak zaangażowania – to rozwiązania, które mogą realnie zmieniać codzienność rodzin.

A może potrzebujemy nie tylko work-life balance, ale family-friendly workplace?

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z całego Kongresu było przekonanie, że rodziny nie funkcjonują w próżni.

Na ich życie wpływają instytucje publiczne, szkoły, samorządy, organizacje społeczne i pracodawcy.

Podczas pierwszego panelu podkreślano, że skuteczne wspieranie rodziny wymaga współpracy tych środowisk. Administracja, samorząd, organizacje pozarządowe i nauka zostały określone jako „naczynia połączone”.

Podobnie jest z pracą.

Nie możemy całej odpowiedzialności za work-life balance przerzucać na pracownika i mówić mu: lepiej zarządzaj czasem.

Jeżeli kultura organizacyjna premiuje permanentną dostępność, wiadomości wysyłane wieczorami, nadgodziny i pracę podczas urlopu, nawet najlepszy kurs zarządzania czasem nie rozwiąże problemu.

Równowaga jest więc również odpowiedzialnością organizacji.

Nie chodzi o pracowanie mniej. Chodzi o życie lepiej

Być może najważniejszą zmianą jest odejście od konfliktowego myślenia: albo dobra praca, albo dobra rodzina.

Praca może być źródłem rozwoju, satysfakcji i poczucia sensu.

Rodzina może być przestrzenią miłości, bezpieczeństwa i rozwoju.

Jedno nie musi istnieć kosztem drugiego.

Ale żeby było to możliwe, potrzebujemy zarówno osobistych granic, jak i środowiska, które je respektuje.

Potrzebujemy pracodawców rozumiejących, że pracownik ma życie poza organizacją.

Potrzebujemy rodzin, które świadomie określają swoje priorytety.

Potrzebujemy też społecznej zgody na to, że sukces zawodowy nie jest jedyną miarą dobrze przeżytego życia.

I być może właśnie dlatego zamiast obsesyjnie szukać idealnego work-life balance warto od czasu do czasu zadać sobie prostsze pytanie:

Czy sposób, w jaki dziś pracuję i żyję, pozwala mi być naprawdę obecnym tam, gdzie chcę być obecny?

Bo równowaga nie musi oznaczać, że każdego dnia wszystko dostaje od nas dokładnie tyle samo czasu.

Może oznaczać coś znacznie ważniejszego – że wiemy, co jest dla nas ważne i dlaczego.

Więcej tekstów